Menu
A+ A A-

Rowerem "Po obu stronach Drwęcy"

0
1
0
s2smodern
Rowerem "Po obu stronach Drwęcy"

Plan wycieczki w głowie Zbyszka powstał z początkiem roku i od tego czasu największą zagadką była pogoda. To przecież podstawa udanej wyprawy i dobrego samopoczucia jej uczestników. Poprzednie weekendy były zimne, i to bardzo, więc zapowiedź ciepłych dni dała nam dużą dawkę pozytywnej energii. Po sprawnym załadowaniu naszych rowerów do wynajętego busa z przyczepką, licząca 16 członków Elbląska Grupa Rowerowa STOP ruszyła w czwartkowe popołudnie ku swojemu przeznaczeniu. To przecież niedaleko. Parki krajobrazowe Brodnicki i Górznieńsko-Lidzbarski znajdują się w odległości około 130 kilometrów od Elbląga, więc po dwóch godzinach jazdy byliśmy na miejscu. W trakcie podróży, tuż za Ostródą, dało się zauważyć zmianę krajobrazu. Teren stał się bardziej pagórkowaty, a krajobraz uzupełniały większe obszary leśne i coraz liczniejsze jeziora.

Rower z liściem na kierownicy
Chociaż wyjazd planowany był o godzinie 9, już o 6 rano spontanicznie zebrał się KMPK, czyli Klub Miłośników Porannej Kawy. Wśród śpiewu ptaków i kumkania żab, popijając kawę, zgromadzeni wokół Kasi jak wnuczęta wokół babci, która czyta bajkę, wsłuchujemy się pilnie, starając się zapamiętać jak najwięcej informacji o dzisiejszym celu podróży. Brodnicki Park Krajobrazowy utworzono w 1985 roku w centralnej, najbardziej wartościowej przyrodniczo i krajobrazowo części Pojezierza Brodnickiego. Ponad 40 procent jego powierzchni zajmują lasy, a jezior jest około 60. W granicach parku znajduje się siedem rezerwatów przyrody. Rzeźba terenu charakteryzuje się urozmaiceniem, dynamiką i bogactwem form. Śniadanie zjedzone ze smakiem, sakwy zapakowane, grupowe zdjęcie zrobione, zatem w drogę. Pierwsze kilometry, ze względu na ukształtowanie terenu i układ dróg, musimy pokonać dosyć ruchliwą drogą nr 15. Po przejechaniu w niesprzyjających warunkach około trzech kilometrów dojeżdżamy do Brzozia Lubawskiego i po skręcie w prawo docieramy do miejscowego kościoła. W tym momencie Ediemu rower odmawia posłuszeństwa. Jak w komedii, w rękach zostaje mu kierownica, a rower odjeżdża samopas. Na szczęście obyło się bez kraksy, ale w trybie pilnym trzeba było szukać pomocy, by naprawić pękniętą kierownicę.....
 
Część grupy obejrzała przez zamkniętą kratę wnętrze necromańskiego kościoła z XIX wieku i udała się do firmy zajmującej się wyrobem bram, ogrodzeń, balustrad i wszelkimi usługami ślusarskimi, by asystować przy naprawie roweru. Dzięki informacjom uzyskanym od miejscowych możemy opuścić ruchliwą trasę i kontynuować podróż w kierunku Nielbarka drogą szutrową, miejscami nieco piaszczystą. I już mamy przedsmak tego, co towarzyszyć nam będzie w dalszej eskapadzie. Urozmaicona rzeźba terenu, malownicze widoki i drogi o bardzo małym natężeniu ruchu motorowego sama przyjemność. Na sześciokilometrowej trasie z Nielbarka do Tereszewa mijają nas trzy samochody.Mimo wszystko jadący na końcu grupy Zbyszek ubrany jest w jaskrawą kamizelkę. Po krótkim odpoczynku w cieniu kościoła pod wezwaniem świętego Antoniego w Tereszewie i długim zjeździe dacieramy nad jezioro Wielkie Partęczyny, największe na Pojezierzu Brodnickim, wyróżniające się, jak podają informatory, silnie urozmaiconą linią brzegową oraz konfiguracją dna. Zachowując w pamięci niezwykły urok jeziora, kierujemy się w stronę wsi Ciche.
Po prawej stronie mijamy rezerwat torfowiskowy Okonek, ze stanowiskami żurawiny drobnolistkowej i owadożernej rosiczki. Mijając Ciche z lewej strony, przez Ładnówko kolejnym przyjemnym zjazdem dojeżdżamy do Łąkorka. Odnajdujemy ukryty pośród drzew pałacyk z 1901 roku, w którym mieszkał doktor medycyny Friedrich Lange - jak głosi napis na pamiątkowej tablicy - "dobroczyńca, człowiek ziemi nowomiejskiej XX wieku". Ciekawostką jest to, że dzięki Langemu sprawność w dłoni odzyskał Ignacy Jan Paderewski, który po odniesionej kontuzji myślał o zakończeniu kariery. Dokładnie sprawdzamy stan pałacu, robimy kilka zbiorowych zdjęć i ruszamy dalej. Malowniczą drogą wśród pól, przez Osetno docieramy do Ostrowitego. Chcemy obejrzeć XIV-wieczny kościół pod wezwaniem świętego Jakuba, ale odbywająca się akurat uroczystość pogrzebowa krzyżuje nasze plany. Dalsza droga to pasmo westchnień i zachwytów nad tutejszymi krajobrazami i otaczającą nas przyrodą, której piękno podniosło morale grupy i zwiększyło chęci do pedałowania.
Większa część drogi ze wsi Górale do Zbiczna prowadziła przez wspaniałe lasy, które chroniły nas przed słońcem, a ścieżka wzdłuż jeziora Sosno to wręcz marzenie każdego bikera. Jeśli dolożyć do tego jeszcze odgłosy przyrody krzyk żurawia, kukanie gżegżółki czy bzykanie komarów - rowerzysta o wrażliwej duszy będzie w siódmym niebie. Jednak nie samym pedałowaniem cyklista żyje. Dojeżdżając do Zbiczna, każdy marzył o małym co nieco. W restauracji Jezioranka menu nie jest zbyt wyszukane, ale flaczki, żurek z kiełbasą, pomidorowa z makaronem i zrazy smakują jak najlepsze jadło. Oj, nie chce się ruszać. Parasole dają przyjemny cień, napoje orzeźwiają, lecz czas ucieka, a kilometrów do przejechania jeszcze sporo.
Zatrzymujemy się na moście nad Skarlanką, by obejrzeć ciekawy jaz i dawny budynek młyna wodnego. Liczyliśmy, że będziejeszcze czynna siedziba Dyrekcji Zespołu Brodnickiego i Górznieńsko-Lidzbarskiego Parku Krajobrazowego, w której chcieliśmy zaopatrzyć się w mapy, ale w godzinach popołudniowych jest ona zamknięta. W Grzmięcy zmagamy się z niełatwym podjazdem, lecz do jeziora Bachotek jedziemy przez las kolejnym zjazdem. Zatrzymujemy się w ośrodku wypoczynkowym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, by zebrać siły do dalszej jazdy. Chwila poświęcona na lenistwo bądź kąpiel w jeziorze mija szybko.
Lekko zmęczeni, ale pełni wrażeń, dojeżdżamy na nocleg. Nie liczba kilometrów dała nam się we znaki, lecz wysoka temperatura i tych kilka podjazdów także. Ale czy ktoś jutro o tym będzie pamiętał?
Dokladnie o dziewiątej ruszamy na wyznaczony szlak. Dziś celem jest Górznieńsko-Lidzbarski Park Krajobrazowy, utworzony w 1990 roku na powierzchni prawie 27 tysięcy hektarów. Jak opisują przewodniki, "wzgórza niczym niższe partie Beskidów, jeziora jakby Mazury w miniaturze, a wokół dywany zieleni i żywiczny zapach lasów. Cudownie to Stwórca urządził, a ludzie tak skończonego dzieła nie popsuli". Jeszcze dobrze nogi nie rozgrzane, a tu dwa ostre podjazdy.
Kierownice skrzypią, zębatki trzeszczą. Zatrzymujemy się w centrum Brzozia przy drewnianym kościele, który możemy obejrzeć od wewnątrz. Jest to neogotycka budowla o konstrukcji zrębowej. Obok stoi drewniana dzwonnica z XIX wieku. Przez Sugajno zmierzamy w kierunku Boleszyna. Miejscowości te łączy blisko pięć kilometrów drogi prostej, lekko pofałdowanej, wysadzanej klonami, lipami i brzozami. Aż chce się jechać. Boleszyn wita nas bocianim klekotem i to nie pierwsza mila niespodzianka. Za jeżdżamy pod Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Teren jest zagospodarowany i uporządkowany, widać ktoś patrzy na to gospodarskim okiem. Uwagę zwracają ułożone kamienie z tabliczkami. To poczet proboszczów i administratorów parafii, którzy pełnili służbę w tutejszym kościele. Lista zaczyna się od 1644 roku, od księdza Jakuba Kowalkowskiego. Mamy też okazję poznać gospodarza parafii świętego Marcina Biskupa.
Ksiądz Piotr Nowak zaprosił nas do sanktuarium i odsłonił obraz Matki Bożej Boleszyńskiej. Autor wizerunku z boleszyńskiego kościoła jest nieznany. Obraz powstał prawdopodobnie w drugiej połowie XVII wieku. W świątyni znalazł się na początku XVIII wieku i już wtedy otaczany był kultem, to przy nim właśnie zgromadzili się mieszkańcy okolicznych wsi podczas szalejącej wówczas epidemii cholery. Złożyli oni ślubowanie, że 8 września każdego roku gromadzić się będą na dziękczynieniu za cud uratowania życia. Mogliśmy byśmy długo jeszcze bawić w Boleszynie, ale czas ruszać w drogę. Z każdym obrotem koła zbliżamy się do Lidzbarka Welskiego. Mijam Wlewsk, gdzie podziwiamy neogotycką kaplicę grobową z 1863 roku. Kierujemy się na lidzbarski rynek. Tryskająca fontanna kusi i zaprasza do odpoczynku.
Czasu jest sporo, więc zwiedzamy i robimy zakupy. Uwagę naszą przyciąga głównie kościół pod wezwaniem świętego Wojciecha, który został zbudowany w 1752 roku na fundamentach spalonej sześć lat wcześniej drewnianej świątyni. Wystrój wnętrza w większości utrzymany jest w stylu barokowym. By przedłużyć chwile nicnierobienia, kierujemy się nad miejscowe jezioro, ze świetnie zagospodarowaną plażą i kąpieliskiem. Oczywiście amatorzy kąpieli nie odmówili sobie tej przyjemności. Ruszamy. Jednak najpierw musimy wnieść rowery po stromych schodach na wysoką skarpę, bo ktoś zamknął bramę wjazdową. Kierujemy się do leśniczówki Sarnia Góra, następnie kilkaset metrów jedziemy zabytkową aleją dębów. Wyjeżdżamy z lasu wprost do Piaseczna, skręcamy w lewo i kolejnym zjazdem dojeżdżamy do Gutowa. Ale w przyrodzie musi być równowaga, więc dalej w kierunku na Małe Leźno kręcimy pod górkę.
Nie tylko pedałami, kręcimy również cały czas głowami, bo widoki z są niesamowite. Sama wieś Małe Leźno może niejest piękna, ale urokliwie położona w obniżeniu między dwoma jeziorkami. A my znowu pod górkę, bo z owej doliny trzeba wyjechać, i w dół ostrym zjazdem dojeżdżamy do Jeziora Janowskiego. Znajdujemy kawałek dostępu do brzegu i robimy chwilę przerwy. Wygania nas nagły wiatr i widniejące na horyzoncie złowrogie chmury. Jednak w dalszej drodze nic złego nas nie spotyka. Dojeżdżamy do Brzozia i kierujemy się ku naszej przystani.
Spędziliśmy na Pojezierzu Brodnickim wspaniałe dwa dni i przejechaliśmy 140 kilometrów. Oczywiście nie sposób w takim czasie wszystkiego zobaczyć, więc pewnie kiedyś tu wrócimy.

TRASA
1 dzień : Mały Głęboczek > Wielki Głęboczek > Brzoz1e Lubawskie > Nielbark > Tereszewo > Partęczyny Wielkie > Ciche > Łąkorek > Ostrowite > Górale > Zbiczno > Grzmięca > Pokrzydowo > Bachatek > Jajkowo > Wielki Głęboczek > Mały Głęboczek- 78 km
 
2 dzień : Mały Głęboczek > Brzozie > Sugajno > Boleszyn > Wlewsk > Lidzbark Welski > wzdłuż Jeziora Lidzbarskiego > Klonowo > Piaseczno > Gutowo > Małe leźno > Wielkie leźno > lembrze > Janówko > Brzozie > Mały Głęboczek - 62 km

Dla kogo -dla każdego, choć liczne podjazdy mogą lekko zmęczyć, ale jak jest podjazd, to najczęściej z drugiej strony jest zjazd.
Nawierzchnia -lokalne drogi szutrowe i asfaltowe, rzadko uczęszczane przez samochody.
Noclegi naszą bazą wypadową było gospodarstwo agroturystyczne Sopień w Małym Głęboczku. Okolica obfituje w ośrodki wypoczynkowe, kempingi i gospodarstwa agroturystyczne.
Porady bez problemu kupimy na trasie coś na ząb, sklepy niemalże w każdej wsi, zjedzenie czegoś ciepłego raczej w większych miejscowościach
Region w internecie - www.pojezierzebrodnickie.pl; www.itnowemiasto.plwww.brodnicki.park.w.interia.pl; www.glpk.vot.pl
Marek Rapiega
 
żródło: www.rowertour.pl
0
1
0
s2smodern
Powrót na górę